Bilans powietrza z tabelki: dlaczego te liczby nic nie znaczą
Prawie każdy, kto planuje rekuperację, dostaje w pewnym momencie tabelkę z jakimiś liczbami. Często po lewej lista pomieszczeń, po prawej kolumny nawiewu, wywiewu, na dole suma, która „musi się zgodzić”. Napisane jest, że nawiew równa się wyciągowi. Wygląda to poważnie, a nawet ma się wrażenie, jakby to było w jakiś sposób obliczone. Problem w tym, że dwie tabelki zrobione dla tego samego domu przez dwie osoby potrafią dać wyniki różniące się parokrotnie. Żadna z nich nie mówi, ile powietrza faktycznie popłynie przez ten dom w listopadowy wtorek o dwudziestej drugiej.
W skrócie
- Tabelka z bilansem nie jest obliczeniem, tylko zapisem założeń, których w niej nie widać. Dwie osoby liczą ją dla tego samego domu inaczej i obie mają rację.
- Paragraf 149 Warunków Technicznych mówi, że strumień powietrza wynika z wywiewu, a 20 m³/h na osobę to dolne ograniczenie, nie metoda doboru.
- Regulacja wykonana przy jednostce na sto procent nie obowiązuje na biegu roboczym, na którym dom pracuje przez większość doby.
- Poprawna tabelka musi podawać bieg, dla którego wartości obowiązują. U nas jest to od 40 do 60 procent wydajności centrali.
- Przepływy mają wynikać z geometrii instalacji, czyli z liczby przewodów i sposobu ich poprowadzenia, a nie z dławienia przepustnicami.
Ten tekst jest o tym, dlaczego tak się dzieje i co zrobić zamiast tego. Nie jest o tym, że wymagania higieniczne są niepotrzebne, bo są i to wynika z przepisów. Jest o tym, że tabelka myli w roli, do której się jej używa. Czyli jako podstawa doboru jednostki albo cel regulacji. Ale przy jakiej sprawności centrali? Czy to w ogóle ma jakieś znaczenie i dlaczego jedni w kuchni zapiszą 130 m3/h, a drudzy w dokładnie tym samym pomieszczeniu zapiszą 50 m3/h?
Strefowanie zyskuje na popularności, ale w polskich domach zderza się z wymaganymi strumieniami powietrza w poszczególnych pomieszczeniach. O tym jest ten materiał:
Skąd się wzięła tabelka i co miała znaczyć
Podstawą tej tabelki powinny być wartości minimalne strumienia powietrza usuwanego z pomieszczeń pomocniczych. To wielkości higieniczne. Mówią, ile powietrza trzeba usunąć z kuchni, łazienki, osobnego ustępu i pomieszczenia bez okna. Powstały po to, żeby w mieszkaniu z wentylacją grawitacyjną dało się określić minimum, poniżej którego robi się niezdrowo. Warto jednak zobaczyć, co ta norma mówi naprawdę, bo mówi więcej, niż się jej przypisuje.
Podstawą jest norma PN-83/B-03430 wraz ze zmianą Az3:2000. Norma jest formalnie wycofana. Ale jej zapisy są przywołane w rozporządzeniu w sprawie warunków technicznych, a przywołanie normy w rozporządzeniu czyni te konkretne zapisy wymaganiem. Mówią one, ile powietrza trzeba usunąć z każdego pomieszczenia:
| Pomieszczenie | Minimalny wywiew |
|---|---|
| Kuchnia z oknem, kuchenka gazowa | 70 m³/h |
| Kuchnia z oknem, kuchenka elektryczna, do 3 osób | 30 m³/h |
| Kuchnia z oknem, kuchenka elektryczna, powyżej 3 osób | 50 m³/h |
| Kuchnia bez okna | 50 m³/h |
| Łazienka, z ustępem lub bez | 50 m³/h |
| Wydzielony ustęp | 30 m³/h |
| Pomieszczenie pomocnicze bez okna | 15 m³/h |
Co naprawdę mówi słynne 20 m³/h na osobę
Tu jest pierwsza rzecz, którą warto sprawdzić samodzielnie, bo w internecie krąży w wersji odwróconej. Chodzi o słynne 20 m³/h na osobę. Ta wartość istnieje, ale nie jest tym, za co się ją podaje.
Sama norma nie przypisuje jej budynkom mieszkalnym. Strumień powietrza wentylacyjnego dla mieszkania definiuje wprost jako sumę strumieni usuwanych z pomieszczeń pomocniczych, a 20 lub 30 m³/h na osobę pojawia się w dwóch innych częściach: o budynkach zamieszkania zbiorowego i o budynkach użyteczności publicznej. To akademiki, internaty, biura i szkoły.
Wartość na osobę wraca natomiast w samym rozporządzeniu i tam trzeba przeczytać ją dokładnie. Paragraf 149 ustęp 1 Warunków Technicznych mówi, że w mieszkaniach strumień powietrza zewnętrznego powinien wynikać z wielkości strumienia powietrza wywiewanego, lecz być nie mniejszy niż 20 m³/h na osobę przewidywaną na pobyt stały w projekcie budowlanym.
Przepis ustawia więc hierarchię, której nie da się odwrócić. Metodą jest wywiew, a wartość na osobę jest dolnym ograniczeniem. Policzmy to dla czteroosobowej rodziny. Ograniczenie z paragrafu 149 wynosi 4 × 20, czyli 80 m³/h. Suma wywiewów dla domu z kuchnią gazową, łazienką i osobnym ustępem to 70 + 50 + 30, czyli 150 m³/h. Ograniczenie jest prawie dwukrotnie niższe i w typowym domu nie decyduje o niczym.
Opracowania, które liczą dobór od 20 m³/h na osobę i na tym poprzestają, biorą wartość graniczną i robią z niej metodę. To jest odwrócenie kolejności zapisanej w rozporządzeniu, a przy okazji droga do jednostki wyraźnie za małej, bo 80 m³/h nie usunie wilgoci z łazienki ani zapachów z kuchni. Skąd te minima się wzięły i dlaczego komin sam ich nie dowozi, rozpisaliśmy w porównaniu rekuperacji i wentylacji grawitacyjnej.
Norma nigdy nie zakładała jednego punktu pracy
Druga rzecz jest jeszcze ciekawsza, bo przewraca cały pomysł jednej liczby w tabelce. Ta sama norma zaleca wprost projektowanie urządzeń umożliwiających okresowe zwiększanie strumienia do co najmniej 120 m³/h. Czyli dokument, na który powołuje się tabelka, nigdy nie zakładał jednego stałego punktu pracy. Zakładał minimum higieniczne i możliwość podbicia ponad nie. Tabelka z jedną kolumną liczb jest zubożeniem normy, a nie jej zastosowaniem.
Otwory przepływowe, o których tabelka milczy
Norma ta określa też coś, o czym w tabelkach nie ma ani słowa, a co decyduje, czy powietrze w ogóle przepłynie przez dom: przekrój otworów przepływowych. Dla pokoi ma to być co najmniej 80 cm², a dla kuchni, łazienek, ustępów i pomieszczeń bezokiennych 200 cm². Przy skrzydle o szerokości 80 cm oznacza to podcięcie około 1 cm w pokoju i około 2,5 cm w łazience. Drzwi z sypialni z uszczelką na całym obwodzie i progiem nie spełniają tego wymagania nawet w połowie. To kolejny powód dla którego zapisane na kartce papieru liczby mogą nie mieć żadnej wartości.
To są wartości minimalne dla wywiewu i tyle. Nie są to wartości docelowe, nie są to wartości dla nawiewu i nie są to wartości, na których podstawie dobiera się centralę. Bez uwzględnienia instalacji, jej oporów, ani też czy producent deklaruje wydajność przy 50, 100, czy 200 Pa. Jednak tabelka bierze te, lub kompletnie inne liczby, sumuje i „tak powstaje bilans”. Suma minimalnych wywiewów staje się nagle wydajnością całego systemu, a potem tę samą liczbę rozdziela się na nawiewy, żeby się zgadzało.
Już na tym etapie jest przeskok logiczny. Suma minimów nie jest projektem. To jest dolna granica, poniżej której nie wolno zejść, a nie punkt, w którym należy ustawić centralę.
Ta sama instalacja, cztery różne tabelki
Druga rzecz, którą widać po pierwszym tygodniu pracy z takimi dokumentami, to fakt że nie ma jednej metody ich robienia. Jedni liczą tabelkę dla jednostki pracującej na sto procent wydajności, inni dla pięćdziesięciu. Jedni wpisują do kuchni siedemdziesiąt metrów sześciennych na godzinę, inni pięćdziesiąt, bo płyta grzewcza jest elektryczna. Jedni doliczają pomieszczenie bez okna, inni je pomijają. Jedni dodają zapas na przyszłość, inni schodzą do minimum, żeby dobrać mniejszą, tańszą jednostkę. Niektórzy wentylują korytarz, inni nie. Jedni montują na nim wyciąg, a inni nawiew. Część z nich zostaje na minimum, inna część trochę je powiększa, jeszcze inna pomniejsza. Długo by wymieniać.
Efekt jest taki, że tabelka nie jest wynikiem obliczenia, tylko zapisem losowych założeń, których w niej nie widać. Osoba, która ją dostaje, widzi liczby i wierzy, że coś z nich wynika. Nie wynika, dopóki nie wiadomo, przy jakim punkcie pracy jednostki zostały policzone i co autor przyjął po drodze, czego nie przyjął, o czym zapomniał, a co pominął celowo. To nie jest wolna amerykanka, tylko prawo dżungli.
Suma minimów nie jest projektem. To dolna granica, poniżej której nie wolno zejść, a nie punkt, w którym należy stanąć.
Dwa domy, dwa absurdy
Najlepiej widać to na skrajnościach, które trafiają do nas regularnie. W domu o powierzchni około stu dziesięciu metrów kwadratowych ktoś dobiera centralę o wydajności sześciuset metrów sześciennych na godzinę. Nawet klient mi napisał, że mogę dobrać większą, żeby pracowała na niższym wydatku.. W domu dwukrotnie większym, około dwustu metrów kwadratowych, ktoś inny dobiera jednostkę pracującą w maksie na trzysta metrów sześciennych na godzinę. Obie decyzje mają za sobą tabelkę i obie są nią uzasadnione. Jak to możliwe, skoro punkt wyjścia był ten sam?
Jedna z tych jednostek przez całe życie będzie pracowała na najniższym biegu, poniżej zakresu, w którym wentylatory mają sens. Małe obroty, mały pobór prądu, a efekt i tak żaden, bo na wyższym biegu zrobi przeciąg i hałas. Skąd bierze się ten hałas i czego nie naprawi tłumik, opisaliśmy osobno w tekście o tym, czy rekuperacja jest głośna. Nadmiarowe wentylatory tymczasem swoje zużyją. Druga nie osiągnie wymaganej wymiany nawet na maksimum, bo jest po prostu za mała dla tego domu. Praca na stu procentach, wysokie obroty, wysoki pobór prądu, szybkie zużycie wentylatorów, a wilgoć w łazience i tak zostaje. Obie mają na swoją obronę „papier”, który mówi, że wszystko się zgadza.
Gdzie kończy się zapas, a zaczyna przewymiarowanie
Warto od razu powiedzieć, gdzie przebiega granica między zapasem a przewymiarowaniem, bo to nie jest to samo. Dla domu stu dziesięciometrowego suma wywiewów wynosi około 180 m³/h: pięćdziesiąt z kuchni, po pięćdziesiąt z dwóch łazienek i trzydzieści z wydzielonego ustępu. Jednostka o wydajności 300 m³/h najpewniej da nam te 180 m³/h przy pracy na około połowie swoich możliwości. To jest dobór poprawny, bo wymagane strumienie wychodzą na biegu roboczym (40 do 60 procent), a nie na maksimum. Sześćset metrów sześciennych na godzinę to nie zapas, tylko jego dwukrotność, czyli praca poniżej dolnej granicy zakresu wentylatorów (dla większości jednostek 30%) przez cały okres eksploatacji.
To nie jest przypadek ani czyjaś nieuwaga. To jest normalny skutek metody, w której wynik zależy wyłącznie od przyjętych po cichu założeń, wyssanych z palca.

Wartości z tabelki i tak nie zostaną osiągnięte
Trzecia rzecz jest najważniejsza, bo dotyczy już nie papieru, tylko instalacji na budowie. Nikt nie jest w stanie ustawić instalacji dokładnie na wartości z tabelki i utrzymać ich w codziennej pracy.
Część fachowców (śmieje się) reguluje instalację, przy jednostce pracującej na sto procent, bo dopiero przy takim przepływie, na wykonanych przez nich plątaninach peszli, lub rur spiro, w ogóle da się cokolwiek zmierzyć? Anemostat po anemostacie, dokręcając, odkręcając, robiąc z siebie głupka i grając na czas, żeby inwestor im więcej zapłacił, dochodzi się do liczb zbliżonych do tych z tabelki. „Protokół się zgadza”, podpisy są, wszyscy zadowoleni, poza Inwestorem który i tak chciałby korzystać z centrali wentylacyjnej z odzyskiem ciepła, czyli na poziomie dostosowanym do sytuacji, a nie na maxa.
Co więc było przed chwilą „ustawiane”? Trzeba by przecież postradać zmysły, żeby pomyśleć że to o to w tym chodzi? Jednostka schodzi więc na swój normalny bieg, w większości domów mniej więcej trzydzieści procent nominalnej wydajności i cała ta praca przestaje obowiązywać. Był fachowiec, posiedział parę godzin, poudawał że coś robi, wziął pieniądze i ja mam placebo, a On motywację, żeby dalej oszukiwać ludzi.

Dlaczego regulacja na maksymalnym wydatki rozjeżdża się z tym co dzieje się na instalacji np. na trzydziestu procentach?
Powód jest fizyczny, nie wykonawczy. Kiedy ustawiasz przepływy przymykając anemostaty i przepustnice, budujesz w instalacji sztuczne opory, które pisząc w uproszczeniu, wynikają z aktualnej ilości powietrza w tym miejscu. Rozdział powietrza między gałęzie zależy wtedy od stosunku oporu każdej gałęzi do oporu całości. Ten stosunek nie jest stały, bo opór przepływu w przewodzie i opór na przymkniętym elemencie zmieniają się z prędkością powietrza inaczej.
Gałąź długa, w której o oporze decyduje tarcie na całej długości przewodu, zachowa się przy zmianie biegu inaczej niż gałąź krótka, w której o oporze decyduje przymknięty anemostat. Kiedy spręż dyspozycyjny spada trzykrotnie, te dwie gałęzie nie zmniejszają przepływu w tej samej proporcji. Powietrze idzie tam, gdzie jest mu najłatwiej, a przy niskich prędkościach ta droga wygląda inaczej niż przy wysokich.
Co wychodzi dopiero na niskim biegu
Do tego dochodzą rzeczy, które przy stu procentach są niewidoczne, a przy trzydziestu zaczynają decydować o tym, co dzieje się na instalacji. Wychodzą nieszczelności na połączeniach, różnice tolerancji wykonawczych, opór filtra, który rośnie w miarę zabrudzenia, i najzwyklejsza niedokładność pomiaru przy małych prędkościach. Anemometr, który przy trzech metrach na sekundę mierzy sensownie, przy jednym metrze na sekundę mierzy już bardziej orientacyjnie.
Wniosek jest prosty i niewygodny, czyli protokół z regulacji na stu procentach opisuje stan, w którym instalacja nigdy nie pracuje. Opisuje jeden punkt pracy z całej charakterystyki i to akurat ten, z którego użytkownik nie powinien korzystać na co dzień. Także ze względu na cenę takiej pracy. Rządzą tu prawa nie tak oczywiste dla Pana Andrzeja z firmy krecik i synowie, zajmującej się pogrzebami i po godzinach rekuperacją. Wydatek rośnie proporcjonalnie do obrotów, ciśnienie do ich kwadratu, a pobór mocy do sześcianu. Podniesienie wydajności o dwadzieścia procent kosztuje więc około siedemdziesięciu procent więcej prądu, a podwojenie wydatku około ośmiokrotnie więcej. Niewielka zmiana ilości powietrza to olbrzymia zmiana rachunku. I tu robi się z tego rzecz najgłupsza z możliwych. Instalację ustawia się na stu procentach, czyli w punkcie, z którego inwestor nie skorzysta ani jednego dnia, bo mieszka w okolicach trzydziestu. Kilka godzin dokręcania anemostatów idzie więc w miejsce, do którego nikt nigdy nie wróci. Robota na pokaz, do protokołu, a nie do użytku. Takie instalacje, nawet po podłączeniu rekuperatora, dalej nie będą rekuperacją, tylko wyrobem jej podobnym.
Protokół z regulacji na stu procentach opisuje stan, w którym instalacja nigdy nie pracuje.
Zasady przepisane z hal do domów jednorodzinnych
Warto więc zapytać, skąd te wszystkie reguły, zasady i w przypadku domów jednorodzinnych bzdury, w ogóle się wzięły, bo to mogłoby wyjaśnić całą resztę. Otóż w większości wywodzą się z metodyki projektowania wentylacji obiektów niemieszkalnych: hal, biurowców, szkół, magazynów. I nie chodzi o to, że dla mieszkań takich zasad nie ma. Są, i to po polsku: PKN-CEN/TR 14788 dotyczy projektowania i wymiarowania systemów wentylacji mieszkań, PN-EN 15665 wyznaczania kryteriów działania tych systemów, a PN-EN 14134 pomiaru właściwości użytkowych i sprawdzania instalacji wentylacji mieszkań. Obiekty niemieszkalne mają osobny dokument, PN-EN 16798-3. Problem nie polega więc na braku zasad dla domów, tylko na tym, że sięga się po te drugie.
Najciekawsze jest to, co mówi o sobie sama norma dla obiektów niemieszkalnych. W rozdziale o zakresie PN-EN 16798-3 stoi wprost, że nie dotyczy zastosowań związanych z wentylacją mieszkaniową, i odsyła czytelnika do EN 15665 oraz CEN/TR 14788. Stosowanie jej metodyki w domu jednorodzinnym nie jest więc tylko przyzwyczajeniem. Jest użyciem dokumentu wbrew temu, co on sam o sobie mówi.
Uczciwie trzeba dodać, że nie twierdzimy tu nic o zawartości tych trzech dokumentów dla mieszkań, bo są płatne i nie każdy ma do nich dostęp. Wiadomo natomiast, że PKN-CEN/TR 14788 jest raportem technicznym, a nie normą, co widać po samym oznaczeniu CEN/TR. Dlatego ma charakter informacyjny. Żaden z tych dokumentów nie jest też przywołany w polskim rozporządzeniu. Dlatego żaden nie jest obowiązkiem. To nie zmienia jednak faktu, że istnieją i że dokument dla dużych obiektów sam do nich odsyła.
Na czym naprawdę polega różnica między halą a domem
Różnica nie polega na tym, że w dużym obiekcie wydatek nigdy się nie zmienia, bo zmienia się i istnieją do tego osobne normy: PN-EN 12589 opisuje badania nawiewników i wywiewników o stałym i zmiennym strumieniu powietrza. Różnica polega na czymś innym. W biurowcu strumień zmienia się w zaprojektowanym zakresie wokół punktu obliczeniowego, a nawiewniki są dobrane na cały ten zakres i w nim sprawdzone. Prędkość wypływu, zasięg strugi i sposób jej rozpływu mieszczą się w granicach, dla których element był badany.
W domu jednorodzinnym, na poprawnie wykonanej i zaprojektowanej instalacji jest odwrotnie, ponieważ jednostka spędza większość czasu przy dolnej granicy swojego zakresu, daleko od punktu, dla którego cokolwiek liczono. Z naszych uruchomień wynika, że przez większość doby instalacja pracuje w okolicach trzydziestu procent wydajności nominalnej. Do sześćdziesięciu procent wchodzi wtedy, gdy ktoś się kąpie, gotuje albo przyjdą goście. Osiemdziesiąt procent, czyli maksimum, pojawia się dopiero wtedy, gdy trzeba przewietrzyć po spalonej wodzie na herbatę. Prędkość w przewodach zmienia się w trakcie doby wielokrotnie. Metoda projektowa zakłada tymczasem jeden stały punkt pracy. Opisuje więc w takim domu sytuację, która poza dniem uruchomienia zdarza się kilka godzin w miesiącu albo nigdy.
Nawiew przy oknie, czyli zasada, która straciła powód
Najlepszym przykładem takiego bezmyślnego i głupiego przeniesienia jest zalecenie, żeby nawiewnik umieszczać przy oknie. W dużym obiekcie miało ono konkretny powód. Przy przeszkleniu o powierzchni kilkudziesięciu albo kilkuset metrów kwadratowych zimą powstaje przy szybie zimny prąd opadający. Powietrze stykające się z chłodną powierzchnią stygnie, robi się cięższe i zsuwa w dół. Im wyższa jest ta powierzchnia, tym dłuższą drogę ma na rozpędzenie się. Dlatego przy przeszkleniu wysokim na kilka metrów dochodzi do strefy przebywania ludzi z prędkością, którą się czuje. Nawiewnik przy oknie miał to rozbić i taką rolę faktycznie pełnił.
Teraz przyłóżmy do tego dom jednorodzinny. Okno ma zwykle od dwóch do trzech metrów kwadratowych i wysokość rzędu do półtora metra. Przeszklenie hali albo biurowca bywa kilkadziesiąt razy większe. To nie jest różnica, którą da się przeliczyć prostą proporcją, bo tam strumień konwekcyjny ma i powierzchnię i drogę, na której przyspiesza, a tu nie ma ani jednego, ani drugiego. Porównywanie tych dwóch sytuacji nie ma sensu, a mimo to dalej instalatorzy i projektanci w Polsce się do niego stosują.
Nowoczesna szyba zabrała tej zasadzie powód
Do tego doszła sama szyba. Warunki Techniczne wymagają dziś od okien pionowych współczynnika przenikania ciepła Uw nie większego niż 0,9 W/(m²·K), co w praktyce oznacza pakiet trzyszybowy z powłokami niskoemisyjnymi i ciepłą ramką. Temperatura wewnętrznej powierzchni takiej szyby przy projektowej temperaturze zewnętrznej jest niższa od temperatury powietrza w pokoju o jeden, dwa stopnie. Przy oknie jednoszybowym albo starym zespoleniu ta różnica bywała kilkunastostopniowa. Zimny prąd opadający, który nawiew przy oknie miał równoważyć, praktycznie przestał istnieć.
Zachowanie chłodnej strugi nawiewanej do pomieszczenia nie jest przy tym naszą teorią. Jest przedmiotem osobnej normy, PN-EN 16445, opisującej badania i ocenę rozdziału powietrza przy przepływie mieszającym dla nieizotermicznej strugi chłodnej. Zasięg strugi definiuje się do prędkości końcowej rzędu 0,2 m/s, a o tym, czy struga utrzyma się przy suficie, czy opadnie, decyduje relacja sił wyporu do sił bezwładności. Jedno i drugie zależy od prędkości wypływu, czyli od tego, na którym biegu pracuje jednostka.
Zostaje więc zasada, która jest nieprzemyślaną nad jej powodem kopią, wrzuconą do słownika przez kogoś o IQ lewego buta i bezmyślnie powtarzaną przez praktycznie wszystkich. Szkody to zwykle nie powoduje, bo w pokoju o kubaturze kilkudziesięciu metrów sześciennych powietrze i tak się miesza. O wymianie decyduje to, że powietrze jest z pomieszczenia wyciągane lub nawiewane, a nie zasięg strugi z anemostatu. W hali zasięg strugi decyduje o tym, dokąd powietrze dotrze. W sypialni nie decyduje o niczym (oczywiście jeśli struga jest poza miejscem załamania).
Cena tej zasady leży więc nie w komforcie, tylko w instalacji. Poprowadzenie przewodu na stronę okna to dodatkowe metry, dodatkowe opory i częsta kolizja z konstrukcją dachu albo ze stropem, a wszystko to za „korzyść”, która nigdy w naszych domach nie istniała.
Dwa kryteria, które działają na każdym biegu
Sensowniejsze są dwa kryteria, które nie zmieniają się razem z biegiem na którym pracuje jednostka. Nawiewnik ma być możliwie daleko od otworu przepływowego, czyli od drzwi, żeby świeże powietrze nie opuszczało pokoju krótszą drogą, niż do niego weszło. I nie ma go nad łóżkiem, ani nad stałym miejscem przebywania i miejscem załamania strugi, bo przy podbiciu na wyższy bieg to się już czuje. Poza tymi dwoma warunkami decyduje to, którędy przewód da się poprowadzić najkrócej, chyba że nie jest to przewód najdłuższy, który decyduje o kształcie całej instalacji.
Wynika z tego wniosek praktyczny, którego w praktyce prawie nikt nie stosuje: bilansowanie nawiewów i wywiewów trzeba wykonać osobno dla każdego biegu, a nie raz, na maksimum. Skoro ustawienie z jednego biegu nie obowiązuje na pozostałych, to pomiar wykonany raz opisuje jeden punkt z całej charakterystyki, i to akurat ten, w którym instalacja pracuje najrzadziej. My mierzymy przede wszystkim na biegu roboczym, bo na nim dom żyje przez większość doby.
Podobnie jest z kilkoma innymi regułami, które przenosi się bez zastanowienia. Liczenie krotności wymian z tablic dla pomieszczeń użyteczności publicznej. Przyjmowanie prędkości w przewodach z norm dla instalacji przemysłowych. Stosowanie przepustnic regulacyjnych jako podstawowego narzędzia ustawienia przepływów. Wszystkie te rzeczy są poprawne tam, skąd pochodzą, i wszystkie zakładają stały wydatek.

Co zamiast tabelki
Punktem wyjścia jest GEOMETRIA, ilość pomieszczeń czystych i brudnych i liczba domowników, a nie powierzchnia w metrach kwadratowych. Metrów kwadratowych nie da się porównać z metrami sześciennymi na godzinę, bo to inne wielkości fizyczne. Dom o powierzchni stu pięćdziesięciu metrów kwadratowych z sufitem na wysokości dwóch i pół metra to jedna kubatura. Taki sam metrażowo dom z otwartą przestrzenią i antresolą to druga, a jednostki dobiera się nierzadko te same. Liczba domowników wchodzi do rachunku, bo to ludzie produkują dwutlenek węgla i wilgoć, a nie ściany.
Rozdział powietrza wpisany w instalację
Mamy oczywiście na myśli geometrię instalacji, a nie przedmiot z liceum. Wymagane przepływy powinny wynikać z doboru liczby przewodów, ich długości, rodzaju pomieszczenia, a na końcu można je skorygować w wartości na której instalacja będzie obsługiwana, czyli z tego, jak instalacja jest poprowadzona, a nie jaki gdzie został wsadzony czopek. Pomieszczenie, które potrzebuje więcej powietrza, dostaje cztery przewody zamiast jednego, bo standardowa skrzynka rozprężna przyjmuje cztery króćce fi 75. Długości przewodów są zależne od siebie. Wtedy rozdział powietrza jest wpisany w samą instalację i zachowuje się podobnie na każdym biegu jednostki, bo wynika z proporcji oporów, które są w niej trwale zabudowane.
Anemostat nie jest wtedy narzędziem projektowania, tylko może posłużyć do drobnej korekty na koniec, albo do rozróżnienia pomieszczeń suchych od wilgotnych, albo sypialnych od gościnnych. Jeżeli po uruchomieniu trzeba dławić instalację, żeby cokolwiek się zgadzało, to znaczy, że została źle poprowadzona i żadna liczba przepustnic tego nie naprawi. Nawet jeśli dorwą się do niej fachury i „ustawią” w jednym, tylko im znanym punkcie pracy, czyli dokładnie w tym miejscu, w którym instalacja i tak nigdy nie będzie pracowała.
Sterowanie zamiast stałego punktu pracy
Trzecia rzecz to sterowanie. Skoro wydatek w domu z natury się zmienia, to niech zmienia się w reakcji na coś sensownego, a nie przypadkowo. Czujnik dwutlenku węgla, wilgotności i związków lotnych robi z tego układ, który podnosi wydatek wtedy, kiedy w domu coś się dzieje i schodzi, gdy nikogo nie ma. Wtedy zmienność wydatku przestaje być problemem i staje się sensem działania systemu. Robienie tego ręcznie nie jest oczywiście błędem, tylko „działaniem na czuja”. Ale i tak zawsze pomaga.
W hali zasięg strugi decyduje o tym, dokąd powietrze dotrze. W sypialni nie decyduje o niczym.
Kiedy tabelka jednak ma sens
Jest jeszcze argument, który zamyka sprawę precyzji tabelki i pochodzi z metodyki, którą branża ustaliła sama dla siebie. Normy opisujące sprawdzanie wykonanych instalacji dopuszczają odchylenie zmierzonego strumienia od projektowego rzędu kilkunastu procent dla całej instalacji i około jednej piątej dla pojedynczego pomieszczenia. Innymi słowy: jeżeli tabelka podaje do sypialni 47 m³/h, to instalacja dająca tam od około 38 do około 56 m³/h jest zgodna z projektem. „Precyzja tabelki” co do jednego metra sześciennego jest więc pozorna, a mówi to metodyka odbioru, nie my.
Jaki status mają w ogóle normy
Warto przy tym rozumieć, jaki status mają w ogóle normy, bo panuje wokół tego sporo zamieszania. Stosowanie norm jest dobrowolne, a wymaganiem staje się dopiero ten fragment, który przywołuje przepis. Minimalne strumienie wywiewu obowiązują właśnie dlatego, że przywołują je Warunki Techniczne. Normy opisujące procedury odbioru nie są przywołane w żadnym rozporządzeniu, więc są dobrą metodyką branżową, a nie obowiązkiem. Nie osłabia to argumentu o tolerancjach, tylko ustawia go we właściwym miejscu. Nawet tam, gdzie branża sama ustala sobie kryteria, nikt nie udaje pełnej precyzji. W wartość z tabelki nie da się trafić co do metra sześciennego.
Jest w tym też kolejna ciekawostka warta odnotowania. Dla wentylacji mieszkań istnieją osobne dokumenty, między innymi PN-EN 14134 na sprawdzanie instalacji, a mimo to w praktyce sięga się po normy pisane dla instalacji w dużych obiektach. To ten sam mechanizm co przy tabelce: istnieje dokument dla mieszkań i istnieje dokument dla dużych obiektów, a używa się tego drugiego.
Kiedy bilans zaczyna cokolwiek znaczyć
Są przy tym dwa warunki, przy spełnieniu których bilans faktycznie przejawiałby znamiona użyteczności. Pierwszy to stała metodologia, niepodlegająca interpretacji architektów. Drugi to podanie biegu, dla którego te wartości obowiązują. W domu jednorodzinnym tym biegiem nie jest sto procent wydajności centrali, tylko bieg roboczy, na którym instalacja maksymalnie pracuje. Na co dzień, a nie od święta. U nas mieści się on w przedziale od czterdziestu do sześćdziesięciu procent wydajności jednostki. Tabelka, która podaje liczby i nie mówi, przy jakiej pracy centrali mają być osiągnięte, jest zbiorem liczb bez punktu odniesienia.
Z tego wynika też odpowiedź na pytanie, które inaczej wisiałoby nad całym tekstem. Skoro jednostka spędza większość doby na niskim biegu, to czy w tym czasie dom w ogóle spełnia wymagane minima? W instalacji dobranej poprawnie tak, i to jest cały sens doboru z zapasem: wymagane strumienie mają być osiągane na biegu roboczym, a nie dopiero na maksimum. Jeżeli minimum z kuchni albo z łazienki wychodzi dopiero przy jednostce wykręconej na sto procent, to jednostka jest za mała albo instalacja jest źle poprowadzona.
Żeby było uczciwie, to minimalne strumienie wywiewu z kuchni, łazienki i ustępu to wymaganie z przepisów i zgodnie z wymogami trzeba je spełnić. Instalacja, która usuwa z łazienki mniej powietrza niż wymagane minimum, jest po prostu instalacją ustawioną lub wykonaną wadliwie i nie ma tu miejsca na dyskusję.
Tabelka jako lista kontrolna
Zestawienie pomieszczeń z wymaganymi wartościami przydaje się też jako lista kontrolna, a sprawdzenie, czy o żadnym pomieszczeniu nie zapomniano, jest pożyteczne. Tak samo jak sprawdzenie oporów po stronie czerpnio-nawiewnej i wywiewno-wyrzutowej. Jeśli któraś z tych części instalacji daje dużo mniej powietrza, mimo tego że rekuperator widzi te same wartości, oznacza to, że obie części zostały wykonane inaczej, a instalacja nie będzie pracowała prawidłowo.
Zarzut dotyczy użycia tej listy jako metody doboru centrali i jako celu, do którego dokręca się anemostaty przy jednostce na sto procent. W tej roli tabelka nie opisuje niczego, co ma związek z tym, jak dom będzie wentylowany przez najbliższe dwadzieścia lat.
Co z tego wynika praktycznie
Jeżeli dostajesz ofertę z tabelką, zapytaj o dwie rzeczy. Po pierwsze, przy jakim punkcie pracy jednostki policzono te wartości, na stu procentach czy na innym. Po drugie, na czym oparto dobór: na kubaturze, podziale domu na pomieszczenia czyste i brudne oraz liczbie domowników, czy na samej sumie w ostatnim wierszu. Sama suma nie wystarczy, bo nie mówi nic o tym, jak powietrze ma przejść przez dom.
Jeżeli natomiast montujesz samodzielnie, to najważniejsza decyzja zapada na etapie prowadzenia przewodów, a nie na etapie regulacji. Regulacja jest korektą tego, co już wynika z geometrii. Jeżeli ma być naprawą, to jest już za późno. Używam często takiego stwierdzenia, że bez sensu wykonywać instalację źle, żeby później próbować ją naprawić.
Więcej o samym doborze piszemy w tekście ile metrów sześciennych na godzinę naprawdę potrzeba, a o tym, co powinno znaleźć się w dokumentach po zakończeniu prac, w tekście protokół odbioru wentylacji mechanicznej.
Pomiary i regulacja instalacji
Wykonujemy pomiary strumieni, regulację i dokumentację powykonawczą, także dla instalacji, których nie montowaliśmy. Szczegóły znajdziesz na stronie serwis, przeglądy i audyty rekuperacji. Jeżeli dopiero planujesz instalację, zacznij od bezpłatnej wyceny, w której dobór wynika z geometrii instalacji, a nie z sumy w tabelce.
Trzy pojęcia mieszają się w tym temacie najczęściej i rozdzieliliśmy je osobno: projekt rekuperacji, rysunek wykonawczy i dobór centrali.
Zobacz też: Wentylacja garażu i kotłowni, rekuperacja tam, gdzie nie wchodzą kanały.
Szukasz czegoś konkretnego?
